Zalety posiadania psa mogłabym wymieniać bez końca. Postanowiłam jednak narzucić sobie limit 8 powodów, dla których warto mieć psa. Dlaczego właśnie osiem? Ósemka wydaje mi się dobrą symbolicznie liczbą, przywołującą na myśl nieskończoność.
Powód 1: Wyjątkowa przyjaźń, generująca uczucia nie do opisania
Kiedy poznajemy naszego szczeniaka – buzuje w nas mnóstwo emocji. Czy to od razu przyjaźń/miłość? Chyba nie. Od pierwszego wejrzenia na pewno byłam mocno zauroczona Forysiem, ale to z czasem budowała się nasza relacja i umacniała więź. Musieliśmy się w końcu poznać, dotrzeć. Dziś nie wyobrażam sobie nie mieć Księciunia. Zarówno ja, jak i Michał – uważamy Forysia za najlepszego Ziomka, prawdziwego przyjaciela. Uwielbiamy spędzać z nim czas (teraz, gdy to piszę, leżąc z laptopem na łóżku – Foryś przykleił się do mnie całym ciałkiem i mi dzielnie towarzyszy). A i czasem naprawdę wolimy zrezygnować z jakiejś aktywności, by pobyć z psem.

Kasia i Foryś z Gończaków 
Michał i Foryś z Gończaków
Psio-ludzka przyjaźń odblokowuje w nas pokłady uczuć, o których nawet nie mieliśmy pojęcia, że w nas drzemią. Pies staje się dla nas nie tyle „obowiązkiem”, co kompanem przygód wszelakich. Jedno jego spojrzenie topi serca lód, a zimny nos dodaje energii, której wcześniej mogło nam brakować. Gdy mamy gorszy dzień – w jakiś magiczny sposób wpływa na poprawę naszego humoru. Potrafi rozbawić do łez z pozoru zwykłą czynnością. I nigdy się nie nudzi patrzenie na niego, choćby jak śpi. Nie da się tego opisać – to po prostu trzeba przeżyć.
Powód 2: Pies pomaga zachować work-life balance
Przed pojawieniem się w naszym domu Forysia – standardem było, że siedziałam w pracy znacznie (!) dłużej, niż powinnam. W końcu Michałowi (i sobie?) mogłam jakoś wytłumaczyć, że muszę przecież coś dokończyć. Foryś skutecznie wyleczył mnie z pracoholizmu. Jemu przecież nie mogłam powiedzieć: „Ziomeczku, dzisiaj nie sikasz, bo ja trzaskam posty na fejsbuczka”. To małe wówczas stworzonko kazało mi się zatrzymać, a spacery zaczęły układać myśli w głowie: notoryczne nadgodziny nie pojawiały się dlatego, że ja miałam coś dokończyć tylko dlatego, że brakowało ludzi.
Koniec końców, Foryś okazał się kubłem zimnej wody, którego potrzebowałam. Popchnął mnie do zmiany. I dzięki niemu jestem w miejscu, w którym chciałam być, a wcale się tego nie spodziewałam. Dosłownie: dwa lata wcześniej wypowiedziałam zdanie, że moją wymarzoną pracą jest ta, którą dziś wykonuję… w tej konkretnie firmie. ? Dzięki, kudłaty Ziomeczku!

Tu jednak podkreślę, że pies to nie terapeuta. I nie można obarczać go odpowiedzialnością za nasze zdrowie psychiczne. Pomóc może – ale jeśli jesteśmy już za daleko od „normy” – najpierw zadbajmy o siebie i wróćmy do równowagi, a potem myślmy o czworonożnym poszerzeniu rodziny.
Powód 3: Pies to motor napędowy rozwoju osobistego
Z psem możemy odkryć nowe hobby, w którym odnajdziemy ogromną radość i z przyjemnością będziemy zgłębiać jego tajniki. Dla mnie psio-ludzkie życie stało się takim właśnie hobby. Wyostrzył mi się zmysł obserwacji – stałam się zdecydowanie bardziej uważna, a drobne sygnały nauczyłam się interpretować. Uzbroiłam się w cierpliwość, której zawsze mi brakowało. Myślę, że dzięki Forysiowi jestem choć odrobinę lepszą osobą.

Życie z psem to nie jest tylko napełnianie miski i kilka spacerów dziennie, przeplatanych zabawą czy przytulankami na kanapie. To może być naprawdę fascynująca przygoda! W tej przygodzie najbardziej zafascynowały mnie komunikacja i sygnały, jakie psy wysyłają otoczeniu oraz potęga psiego nosa (serio, węch jawi mi się jako coś z pogranicza magii). Połączenie obu tych aspektów odnalazłam w noseworku, o którym pisałam tu: „NOSEWORK: PRZEZ NOS DO SERCA PSA”. I choć trudno mi dziś znaleźć czas na ostatnie testy zapachowe i rozpoczęcie przygody z zawodami – wciąż tli się we mnie nadzieja, że w przyszłym sezonie zadebiutujemy. Tu jednak podkreślę, że nosework to sport, który może wpływać pozytywnie na wiele aspektów wspólnego życia i trenowanie go amatorsko jest całkowicie ok.
Powód 4: Nikt nie cieszy się na Twój widok tak, jak pies
Kiedy wracam do domu, Foryś za każdym razem ma imprezę życia. Już słysząc dźwięk silnika naszego auta, dobiegający zza okna – zamienia się w czystą radość w futerku. Przyznajmy to otwarcie – nikt tak nigdy nie reaguje na nasze pojawienie się, jak nasze psy! A widok tego szczęśliwego spojrzenia, połączonego z naszymi własnymi powitalnymi rytuałami, okraszonego rozszalałym z radości ogonem – to coś, co nigdy nam się nie nudzi. I najlepsze jest to, że cały ten rytuał pojawia się nawet wtedy, gdy nie było nas dosłownie parę godzin!
Jestem przekonana, że emocje, które towarzyszą powitaniom wytwarzają jakieś hormony, które naszemu mózgowi robią dobrze. Nie szukałam jeszcze takich badań, pewnie zgłębię temat. Tak czy siak – powrót do domu z psem nawet po najcięższym, paskudnym dniu – to coś wspaniałego!
Powód 5: Dom bez psa to tylko mieszkanie
Odkąd mieszka z nami Foryś – nieco inaczej postrzegamy dom. Jest tu zdecydowanie „cieplej”, weselej. No, może też trochę brudniej, bo ten pies linieje na potęgę i dziwię się, że nadal nie jest łysy. Tak czy siak – jego obecność uzupełnia DOM. Był chyba naszym brakującym puzzlem w układance. I szczerze mówiąc, jak teraz go w nim nie ma – jest co najmniej dziwnie.

Powód 6: Z psem odkrywamy świetne miejscówki
Mam tu na myśli takie miejscówki, na które nie mielibyśmy szansy trafić bez czworonoga. Mieszkamy w spoko okolicy. Przy dużym, przepięknym parku. Jak myślicie, ile spacerów po tymże parku zaliczyliśmy bez psa? ? Niewiele. Ja jestem typem, który nie lubi spacerów bez celu. Za to kocham spacery z psem (bo te mają cel – zaspokojenie potrzeb kudłatego przyjaciela). Zatem przed Forysiem – owszem, zdarzało nam się pokręcić po okolicy, ale w znacznie okrojonym zakresie.
Poza najbliższą okolicą – z Księciuniem odkryliśmy mnóstwo świetnych miejscówek nad rzekami, fajnych leśnych ścieżek czy rozległych pól, na łonie których można aktywnie odpocząć. Najlepiej! Nie zapominajmy też o tym, że zaspokajamy własną potrzebę ruchu – pracując biurowo można się „zasiedzieć”, a pies temu skutecznie zapobiega.

Foryś z Gończaków na Zamku Grodziec 
Foryś z Gończaków na spacerze za miastem
Podróżowanie z czworonożnym przyjacielem również pozwala na odkrycie tego, na co wcześniej mogłoby nam się wydawać, że jest szkoda czasu. Uwielbiam wyjazdy z Forysiem! Z nim to nawet jakoś chętniej po górach chodzę – choć wcześniej byłam zdecydowanie team morze.
Powód 7: Psy łączą ludzi
Dzięki regularnym spacerom z psami – poznajemy innych psiarzy. Nawiązujemy bliższe lub dalsze relacje, a sąsiedzi przestają być dla nas anonimowi. Poza zapoznawaniem „na żywo”, psia społeczność całkiem prężnie działa w internetach. Za pomocą Instagrama poznaliśmy naprawdę fantastycznych ludzi.
I to jest super! Przecież w dorosłym życiu bez psa – nowe znajomości nie pojawiają się zbyt często. A ludzie to społeczne zwierzęta przecież, więc warto wykorzystywać rozmaite okazje do poszerzania kręgów towarzyskich.
Powód 8: Psy rozwijają naszą kreatywność
Jeśli jesteśmy opiekunem, któremu naprawdę zależy na tym, by psie życie u jego boku było szczęśliwe i urozmaicone – potrafimy wspiąć się na wyżyny kreatywności. Wymyślamy nowe aktywności, odkrywamy kulinarne talenty (swoją drogą, psia kuchnia smaczkowa to świetna sprawa!), a nawet rozwijamy się manualnie, tworząc coraz to nowe zabawki. Dobra, można je kupić zazwyczaj też, ale moim zdaniem plecenie mat węchowych czy innych kul – bardzo relaksuje.
Podsumowanie
Czy mogłabym wymieniać dalej? Oczywiście! Jednak podoba mi się ograniczenie do 8 powodów, symbolizujących nieskończoność, więc chcę je uszanować.
Z jednej strony, można obiektywnie stwierdzić, że psy w pewien sposób ograniczają naszą „wolność”. Myślę jednak, że to niewielka cena za to, jak pozwalają nam rozwijać skrzydła w różnych dziedzinach. Obcowanie z nimi daje nam też nowe oblicze wolności – innej, ale jakże zbawiennej dla naszych głów, w zastraszającym tempie życia!
Jakie byłoby Wasze 8 powodów, dla których warto mieć psa? Dajcie znać tu w komentarzu lub napiszcie do nas na Instagramie!





